Czytasz

Walentynkowe filmy dla facetów – jak spędzić dzień zakochanych przed TV i przeżyć...

Walentynkowe filmy dla facetów – jak spędzić dzień zakochanych przed TV i przeżyć

O nie! Znowu walentynki? Twoja dziewczyna na pewno będzie nalegać na walentynkowy wieczór filmowy, a ty już w tym momencie czujesz, że wolałbyś skoczyć z okna niż jeszcze raz obejrzeć „Pretty Woman”? Jest wyjście z tej sytuacji! Zaproponuj, że tym razem to ty wybierzesz film.

Tak, zgadza się. Nie słyszałeś, że najlepszą obroną jest atak? Tak więc najlepszym sposobem na uniknięcie usypiającego, ckliwego romansidła będzie wyjście samemu z inicjatywą.
Strategia jest taka – zanim twoja dziewczyna zdąży coś powiedzieć, wyskakujesz z tekstem, że chciałbyś, by ten wieczór był wyjątkowy i dlatego przygotowałeś wyjątkowy film na dziś. Ona na to, patrząc na ciebie z niedowierzaniem, pyta: „O miłości?”. „Pewnie, że tak”, odpowiadasz. Ona, mile zaskoczona twoim zaangażowaniem, godzi się na to. I w ten oto sposób wybierasz film, który sam chciałbyś obejrzeć, a dziewczynie sprzedajesz go jako romantyczną opowieść o uczuciach. A jakie filmy możesz wybrać?

1. Terminator

„Zobaczysz, to piękna historia. O gościu, który znał dziewczynę jedynie ze zdjęcia, ale to wystarczyło, by pokochał ją całym sercem. Cofnął się dla niej w czasie, znosząc wszelkie trudy, a gdy ją wreszcie spotkał, ich miłość rozkwitła”. W ten sposób przedstawiasz fabułę dziewczynie, zgodnie oczywiście z prawdą. To ją na pewno przekona. A gdy już podczas seansu zorientuje się, że choć fabuła jest taka, jak jej opisałeś, to jednak przez większą część filmu jakiś cyborg pałęta się po ekranie i zabija ludzi, będzie już za późno, by przełączyć na „Dziennik Bridget Jones”. Udało się! Przybij piątkę, brachu!

W ten sam sposób możesz nakłonić dziewczynę do każdego innego akcyjniaka, jeśli na przykład nie jesteś akurat fanem „Terminatora” (chociaż ja bym się do tego nie przyznawał na mieście). Chcesz obejrzeć „Żołnierzy kosmosu”? Nie mówisz, że to o dziarskich wojakach, którzy dzierżąc wielkie giwery naparzają w kosmiczne robale, a te z lubością wypruwają im flaki. Nic z tych rzeczy! Mówisz, że to opowieść o trójkącie miłosnym w futurystyczno-wojennej otoczce.

„Szklana pułapka”? Historia o małżeństwie przechodzącym kryzys, postawionym w ekstremalnej sytuacji, wystawiającej ich miłość na próbę! „Rambo 2”? Opowieść o dwojgu ludzi, którzy spotykają się wśród wojennej zawieruchy i właśnie tam, w wietnamskiej dżungli, wbrew szalonemu, okrutnemu światu połączy ich miłość! Załapałeś już?

2. Deadpool

„Deadpool” to film o miłości silniejszej niż śmierć. Naprawdę. Film miał premierę w okolicach walentynek, a plakat z dwojgiem rozmarzonych bohaterów i hasłem „Prawdziwa miłość nigdy nie umiera” sugerował, że to jakieś filmidło w rodzaju „Pamiętnika” czy innej tego typu romantycznej szmiry. Dzięki temu dziewczyny dawały się swoim chłopakom łatwo zaciągnąć do kina, a ci choć raz nie musieli w walentynki cierpieć.

Skoro zatem sami twórcy filmu tak pograli, to i ty możesz bez wyrzutów powiedzieć dziewczynie, że film opowiada o chorym na raka mężczyźnie, który zrobi wszystko, by nigdy nie opuścić swojej ukochanej. O tym w końcu naprawdę jest ten film.

Tylko lepiej oczywiście, żebyś nie zagłębiał się w szczegóły i nie uprzedzał dziewczyny, że zamiast spodziewanej dużej dawki wzruszeń, dostanie głównie krwawe strzelaniny i tony wulgarnego (i przezabawnego przy okazji) humoru.

3. Romeo musi umrzeć

Co najlepiej nadaje się na walentynki? „Romeo i Julia”! Najsłynniejsza, ponadczasowa opowieść o miłości! Jeżeli powiesz dziewczynie, że w ten szczególny dzień chcesz z nią obejrzeć „Romea i Julię”, od razu zaniemówi z zachwytu i padnie ci w objęcia. Ale którą wersję wybrać spośród tego tysiąca pięciuset sześćdziesięciu ośmiu wersji (nie liczcie, oszacowałem na czuja)? No ba, przecież nie te sentymentalne smuty z DiCaprio! Wolne żarty! Oczywiście, że wybierzesz „Romeo musi umrzeć”!

Słynnych kochanków grają tu Jet Li i Aaliyah, a zamiast dwóch zwaśnionych rodów, mamy tu dwie mafie. Więc owszem, jest to nadal (w pewnym szeroko pojętym sensie) historia Romea i Julii, ale taka, w której są wojny gangów, i wybuchy, i Jet Li kopie wrogom tyłki, a potem jest jeszcze trochę wybuchów, trochę więcej wojen gangów i kopania tyłków, no i wreszcie w finale Jet Li kopie tyłki, a potem wszystko wybucha.

Głupie to jak but, ale ciągle jest jakaś akcja – jestem więc przekonany, że właśnie takie ujęcie szekspirowskiej historii chciałeś obejrzeć.

4. Lepiej być nie może

A to naprawdę jest film o miłości. W dużo większym stopniu niż te opisane powyżej, w każdym razie. I tym razem dla odmiany – co za niespodzianka! – naprawdę spodoba się twojej dziewczynie! Normalnie, szok! To o dwojgu zagubionych ludzi, zmagających się z chorobą (on z własną, a ona z chorobą swojego synka). Choć on jest aspołeczny i nieprzystosowany do normalnego życia, łączy ich uczucie. To autentycznie romantyczne, a w rolach głównych występują nagrodzeni Oscarami Helen Hunt i Jack Nicholson.

No dobrze, dziewczynie się spodoba, ale jaką ty masz gwarancję, że nie umrzesz z nudów? Spokojnie. Bohater Nicholsona jest tu skończonym chamem, co jest ukazane z rozbrajającym humorem. Przez cały seans będziesz mieć niezłą bekę z jego złośliwych odzywek pod adresem kobiet, Żydów, Murzynów, gejów… i w ogóle wszystkich. A twoja dziewczyna nie pomyśli: „Co za gbur, chciał obejrzeć film dla tych wszystkich chamskich, niepoprawnych politycznie tekstów”. Pomyśli raczej: „Co za romantyk, że ta urokliwa historyjka o miłości tak mu się spodobała”.

5. Titanic

Zaraz, zaraz! Przecież to miały być walentynkowe filmy dla facetów, to co tu robi ten harlequinowy „Titanic”?! No chwileczkę, nie ciskaj się tak! „Titanic” nie jest zły. Jak już przebrniesz przez tę romansidłową połowę, to potem masz kapitalne półtorej godziny tonięcia statku. Spektakularnie i ze wszelkimi szczegółami pokazana katastrofa! Popis reżyserskiego kunsztu i… no po prostu mega rozwałka! Zdecydowanie każde romansidło powinno kończyć się katastrofą statku. Bez dwóch zdań.

„No dobrze, ale najpierw trzeba jakoś wytrzymać tę pierwszą sentymentalną, ckliwą połowę”, powiadasz. Spokojnie, ta połowa też nie jest zła. Są tu pięknie pokazane uczucia. No dobra, żartuję. Kate Winslet ma tu scenę rozbieraną. Lepiej? Więc nie zrzędź, tylko bądź wdzięczny Jamesowi Cameronowi i siadaj już z dziewczyną do filmu!