READING

Dlaczego kobiety są z planety Wenus czyli kobiecy ...

Dlaczego kobiety są z planety Wenus czyli kobiecy punkt widzenia

umalowane usta

Słyszałeś, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus? No ba, kto nie słyszał! Cytując tytuł popularnego filmu, „baby są jakieś inne”. Żaden facet nie zrozumie w pełni kobiety. Takie zrozumienie jest czysto teoretycznym stanem, pozostającym w sferze niedosiężnych idei. Nie do zrealizowania po prostu. Możesz od razu dać sobie spokój. Nasze męskie umysły są zbyt proste by ogarnąć kobiecą naturę. Podejrzewam zresztą – nie mówcie tego nikomu – że nawet niejedna kobieta tego nie ogarnia i nie wie, czemu zachowuje się akurat tak, a nie inaczej.

Biologiczne podstawy różnic

Dlaczego kobiety są takie… inne? Biologia, panowie. Czysta biologia. Tak, teraz wprawdzie jest w modzie twierdzić, że wszelkie różnice między płciami są uwarunkowane wychowaniem i oczekiwaniami społeczeństwa, ale rzeczywistość pokazuje coś zupełnie innego. Damskie i męskie mózgi zdecydowanie się różnią pod względem anatomii i funkcjonowania.

Badania neuronaukowe wykazują, że poszczególne obszary mózgu, w zależności od płci, odpowiadają za odmienne funkcje kognitywne. Płat skroniowy u kobiet jest bardziej rozwinięty, co przekłada się na lepszą komunikację werbalną i umiejętność dekodowania emocji. Męski mózg z kolei charakteryzuje się silniejszymi połączeniami w obrębie jednej półkuli, co sprzyja myśleniu analitycznemu i przestrzennemu.

Nie zapominajmy też o hormonach – to one w dużej mierze kształtują zachowania specyficzne dla każdej płci. Estrogeny i progesteron u kobiet wpływają nie tylko na cykle biologiczne, ale także na odbiór bodźców emocjonalnych, reakcje stresowe czy zdolność do zapamiętywania szczegółów z życia codziennego. Testosteron u mężczyzn natomiast sprzyja agresywności, konkurencyjności i ukierunkowaniu na działanie.

Dlaczego ona ciągle mówi?

Każdy z nas potrzebuje czasem chwili spokoju i błogiej ciszy. Ale z kobietą u boku to jak z włączonym radiem – nie ma szans. Zalewa nas więc potok słów, w którym nieraz trudno wyłowić konkretną myśl przewodnią.

Problem polega nie tyle na tym, że kobiety dużo mówią. Jeśli tak je kochamy, to przecież ich głos powinien być muzyką dla naszych uszu. Rzecz w tym, że nie każda myśl wymaga natychmiastowego wyrażenia, a często można odnieść wrażenie, iż proces selekcji u kobiet po prostu nie istnieje.

Typowy facet najpierw przemyśli sprawę w samotności, uporządkuje argumenty, wyciągnie wnioski – i dopiero wtedy przedstawia gotową konkluzję. Kobieta zaś myśli na głos, dzieląc się z otoczeniem każdym etapem swojego rozumowania. Dla niej sam proces dochodzenia do wniosków jest równie wartościowy jak finalny rezultat, podczas gdy dla mężczyzny liczy się przede wszystkim efekt końcowy.

A my mamy ograniczone możliwości, jeśli idzie o długie skupienie się na takim potoku słów. W końcu nieuchronnie dochodzi do momentu, gdy będziemy tylko kiwać głową i potakiwać bezrefleksyjnie. Tylko że nasze panie nie są ślepe i błyskawicznie zauważą, że puszczamy ich słowa mimo uszu. Nie słuchać kobiety to jedna z najcięższych zbrodni, jakich możemy się względem niej dopuścić.

Odpowiedzialnością za taki stan rzeczy naukowcy obarczają Foxp2, tak zwane „białko językowe”, którego poziom w kobiecych mózgach jest o trzydzieści procent wyższy niż w męskich. To właśnie sprawia, że przeciętna kobieta wypowiada dziennie o trzynaście tysięcy słów więcej niż przeciętny mężczyzna. Te dodatkowe trzynaście tysięcy wystarczy, żeby męską głowę zaczęło boleć już po południu.

Co więcej, kobiety posługują się bogatszym słownictwem emocjonalnym i częściej stosują dygresje. Tam gdzie mężczyzna przekaże informację w trzech zdaniach, kobieta opowie całą historię z kontekstem, opisem uczuć towarzyszących każdemu etapowi wydarzeń oraz analizą potencjalnych konsekwencji. Dla niej to naturalny sposób budowania narracji, dla niego – niepotrzebne komplikowanie prostych spraw.

Czy musi być taka uczuciowa?

Kobiety są nastawione emocjonalnie praktycznie do wszystkiego. A ponieważ lubią mówić, to oczywiście lubią też mówić o uczuciach. I tego od nas potrzebują – ciągłych zapewnień, że tak, oczywiście, kochamy je jak nikogo na świecie. Dla nas nieustanne odpowiadanie na pytania z serii „Czy ty mnie w ogóle kochasz?” to mordęga, bo uważamy, że uczucia powinny się przejawiać w czynach, a nie w słownych deklaracjach.

Skoro jesteśmy u jej boku i staramy się dbać o nią najlepiej jak potrafimy, to chyba już nie trzeba jej mówić, że się ją kocha, prawda? Nieprawda! Kobiety potrzebują werbalnego potwierdzenia uczuć i tyle. Tak są zaprogramowane jako ta bardziej wrażliwa połowa ludzkiego gatunku. Dlatego też lepiej odczytują emocje innych ludzi – potrafią wychwycić najdrobniejsze zmiany w tonie głosu, mikroekspresje mimiczne czy napięcie w gestach.

I dlatego, niestety, przy ostrej dyskusji potrafią wybuchnąć płaczem, ucinając całą sprawę. Nie lubimy wprawdzie, kiedy ktoś tak reaguje na nasze argumenty, ale to nie ich wina – mają o 60% więcej prolaktyny, hormonu odpowiadającego za produkcję łez. Płacz w tym kontekście nie jest manipulacją ani oznaką słabości – to fizjologiczna reakcja na przekroczenie progu tolerancji stresu emocjonalnego.

Warto też zauważyć, że kobiety częściej przeżywają wydarzenia poprzez pryzmat emocji niż faktów. Tam gdzie mężczyzna zapamięta konkretne dane – datę, miejsce, sekwencję zdarzeń – kobieta zapamiętuje przede wszystkim to, jak się wtedy czuła. To sprawia, że jej wspomnienia są bardziej subiektywne, ale za to niezwykle żywe i szczegółowe pod względem klimatu emocjonalnego.

Kobieta zmienną jest

Wczoraj była miła i wesoła, a dzisiaj miota z oczu błyskawice i lepiej nie wchodzić jej w drogę. Wczoraj mówiła tak, a dziś jest już całkiem innego zdania. Czy to ta sama osoba, czy może ma siostrę bliźniaczkę, o której zapomniała nam powiedzieć?

Nic z tych rzeczy. To hormony poczynają sobie tak z naszymi paniami, fundując im (a nam przy okazji) taką huśtawkę nastrojów, nieraz potrafiącą porządnie nas zdezorientować. Ich humor to wieczna sinusoida, w której amplituda waha się między euforią a przygnębieniem, często bez wyraźnego powodu zewnętrznego.

Cykl menstruacyjny to nie tylko kwestia fizjologii – to regularne zmiany w chemii mózgu. W fazie folikularnej (tuż po miesiączce) poziom estrogenu rośnie, co poprawia nastrój, zwiększa energię i otwartość na kontakty społeczne. W czasie owulacji kobieta czuje się najbardziej atrakcyjna i pewna siebie. Potem następuje faza lutealna, gdy wzrasta poziom progesteronu – pojawia się drażliwość, skłonność do zamartwiania się, czasem także objawy fizyczne jak wzdęcia czy bóle głowy.

Tuż przed menstruacją wiele kobiet doświadcza PMS (zespołu napięcia przedmiesiączkowego), który może objawiać się gwałtownymi zmianami nastroju, płaczliwością, uczuciem beznadziei lub nieuzasadnioną złością. To nie jest kwestia słabej woli czy „histerii” – to udokumentowane naukowo zmiany w funkcjonowaniu układu nerwowego pod wpływem fluktuacji hormonalnych.

Lepiej nauczyć się z tym żyć i wiedzieć, kiedy trzeba być szczególnie ostrożnym. Nie chodzi o chodzenie na paluszkach przez tydzień w miesiącu, ale o podstawową empatię i zrozumienie, że jeśli twoja partnerka bywa zmienna, to nie robi tego celowo ani żeby cię męczyć.

Kobieta nigdy nie zapomina

No, może to nie do końca prawda, ale w każdym razie nigdy nie zapomina krzywd, które ją spotkały. Nie tylko tych dużych, lecz i drobnych przykrości. Takich, które nam wylatują z głowy już następnego dnia.

Zapomniałeś cztery lata temu o jej urodzinach? Myślisz, że już przeszła nad tym do porządku dziennego? Człowieku, żartujesz? Nigdy ci tego nie zapomni! O, a pamiętasz, jak w pewien lipcowy czwartek dwadzieścia jeden lat temu obejrzałeś się na ulicy za tamtą dziewczyną w mini? Nie pamiętasz? A twoja luba pamięta. Naprawdę. I może ci to przypomnieć w najmniej oczekiwanym momencie.

Tak, one często wyciągają z mroków przeszłości sprawy, które my już dawno pogrzebaliśmy. O których myśleliśmy, że to już przecież załatwione. Przeszłość. Skończona historia, nie warto do tego wracać. Każda taka drobnostka (drobnostka dla nas, dla naszej drugiej połówki to sprawa życia i śmierci) potrafi tkwić w kobiecie jak zadra przez całe życie.

Ale to nie jest tak, że ona stale o takich zaznanych kiedyś przykrościach rozmyśla i spać przez nie w nocy nie może. One powracają cyklicznie, gdy kobieta akurat znajduje się w emocjonalnym dołku (no wiesz, chodzi o te wahania nastrojów z poprzedniego punktu). Więc jeśli zaczyna ci wypominać jakieś dawne grzeszki, najprawdopodobniej wystarczy ten stan przeczekać. Potem znów będzie „do rany przyłóż”.

Kobieca pamięć przechowuje zresztą nie tylko niemiłe wspomnienia. Są w niej nagromadzone zdumiewające szczegóły z ważnych dla niej chwil. Powiedz szczerze, na pewno nie pamiętasz, w co była ubrana na waszej pierwszej randce. A ona pamięta. Idę w zakład, że jest ci w stanie bez zastanowienia powiedzieć nawet, jakiego koloru miała wtedy skarpetki.

To zjawisko ma podstawy neurologiczne. Kobiety mają lepiej rozwiniętą pamięć epizodyczną – rodzaj pamięci długotrwałej odpowiedzialnej za zapamiętywanie osobistych doświadczeń wraz z kontekstem czasowo-przestrzennym i emocjonalnym. Hipokamp, struktura mózgowa odpowiedzialna za konsolidację wspomnień, funkcjonuje u kobiet nieco inaczej niż u mężczyzn, co sprawia, że события nasycone emocjonalnie zapisują się głębiej i trwalej.

Czemu nie mówi wprost?

Koronnym dowodem na to, że nasze panie pochodzą z Wenus, czy jakiejś innej obcej nam planety, jest fakt, że nie potrafimy się z nimi normalnie porozumieć. Na Wenus nie mówi się nic wprost, lecz stosuje się szereg sygnałów – werbalnych, niewerbalnych, kontekstowych. Sygnałów, których my, nieszczęśni, nie potrafimy właściwie odczytać.

Wszystko dlatego, że Wenusjanki wykształciły najwyraźniej na swojej planecie jakąś odmianę telepatii i wychodzą z założenia, że wszyscy tak mają. A my, co tu dużo mówić, nie mamy. Więc kiedy kobieta nie mówi nam wprost, o co jej chodzi, lecz chce, żebyśmy się sami domyślili, sprawa jest przegrana. A najgorzej, że ten zwyczajny, prosty fakt, iż nie jesteśmy jasnowidzami, potrafi ją urazić. Bo przecież „powinniśmy byli się domyślić”.

A my niestety nadajemy na innych falach. Proste z nas chłopy i nie umiemy zrobić tak szczegółowej analizy mimiki, gestów i tonu głosu, żeby nam wyszło, czego ona od nas chce. Nie ma to nic wspólnego z jakąś złą wolą z naszej strony. Wielu z nas przecież by swojej ukochanej i nieba przychyliło, ale nie sposób spełnić czyichś pragnień, jeśli nie wiesz, do licha ciężkiego, jakie to pragnienia!

Czasem nawet wiemy, że gdzieś dzwonią, ale nie wiemy, w którym kościele. Widzimy więc po jej minie czy regularnie i konsekwentnie dawkowanych westchnieniach, że coś jest nie tak. Źle się czuje? Ale… czy to nasza wina? O, jakoś tak nas teraz zmroziła wzrokiem, więc chyba trop jest dobry. Ale o co konkretnie chodzi? Co myśmy zrobili?

No i nigdy nie wiadomo oczywiście, czy w ogóle chodzi o jakąś świeżą sprawę, czy może przypomniała sobie, jak ją uraziliśmy rok temu. Albo pięć lat temu. Albo podczas ostatniego wieczoru panieńskiego, kiedy niefortunnie skomentowaliśmy jej wybór sukienki.

A gdy atmosfera gęstnieje jak budyń i trwanie w tej niepewności staje się dla nas nie do zniesienia, postanawiamy wreszcie działać wprost. Co jest równie skuteczne jak, dajmy na to, golenie się śrubokrętem. Bo jak taką zwyczajnie po ludzku spytasz „O co chodzi?”, to odpowie: „o nic”. Jeżeli cierpliwie dorzucisz „Ale co się stało?”, odpowie ci, że nic, wszystko w porządku. Ale powie to tonem, w którym będzie się czaić żądza mordu.

Dzięki temu zrozumiesz, że owszem, czymś jej podpadłeś. Ale skoro nie umiesz się domyślić, czym konkretnie, to teraz cierp! W kobiecej logice komunikacyjnej konieczność wyjaśniania oczywistości jest dowodem na to, że partner jej nie rozumie, nie zna jej dostatecznie dobrze, nie zwraca uwagi na jej potrzeby. Dlatego wymuszanie bezpośredniej odpowiedzi często pogarsza sytuację zamiast ją rozwiązać.

Kobiety oczekują, że mężczyzna będzie obserwować i wyciągać wnioski. Jeśli przez ostatnie trzy tygodnie wspominała, że lubi irysy, a ty przyniosłeś jej na urodziny róże, to w jej odczuciu nie chodziło o kwiaty – chodziło o to, że nie słuchałeś. I teraz żadne tłumaczenie, że róże są piękniejsze, nie pomoże.

Znacie tę banalną, lecz w istocie mądrą myśl, że trudno żyć z kobietami, ale bez nich to już w ogóle się nie da? Trzeba więc zacisnąć zęby, panowie! I z podniesioną głową znieść wszystkie dziwne humory i zachowania naszych pań! Przyjąć to na klatę jak prawdziwy facet!

A na pocieszenie powiem wam tylko w zaufaniu, że one nas też nie zawsze rozumieją i nasze zachowania nieraz dziwią je tak samo. Bo czemu faceci nie pytają o drogę? I czemu, kiedy mają problem, to zamykają się w sobie, zamiast się tym z kimś podzielić? Każda płeć ma swoje własne, niezgłębione tajemnice.

I nawet jeśli nie damy rady się wzajemnie zrozumieć do końca, to może wcale nie jest to konieczne? Jeśli się kogoś kocha, to chyba nie trzeba niczego więcej, by na wszystko inne przymknąć oko? Akceptacja różnic – zarówno tych biologicznych, jak i kulturowych – może okazać się cenniejsza niż pełne zrozumienie.


  1. Kolka

    27 września

    Tekst ze sporą dawką humoru, niby uszczypliwy, ale jednak nie da się nie uśmiechnąć. Kobiety są z Wenus, mężczyźni z Marsa i nie da się tego ukryć.

  2. julianna

    3 października

    Ja czekam na taki tekst o facetach. Też można by parę uszczypliwości o ich nawykach napisać 😀 żadna płeć nie jest idealna, trzeba się zawsze z tym liczyć.

  3. Femi

    5 października

    Nie postrzegam tak tego, dla mnie ważne jest równouprawnienie.

  4. ehhh

    10 października

    Nie no bez przesady! Ja bym tak nie generalizowała…Moim zdaniem tak kobiety, jak i mężczyźni, mają swoje za uszami… Nie ma jednak co aż tak się nad tym pastwić.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

By using this form you agree with the storage and handling of your data by this website.